Nauczycielka na lekcji: – Jasiu…
Nauczycielka na lekcji:
– Jasiu czemu nie masz tematu z wczorajszej lekcji?
– Bo mam nowy zeszyt.
– A gdzie stary?
– Stary w robocie.
Nauczycielka na lekcji:
– Jasiu czemu nie masz tematu z wczorajszej lekcji?
– Bo mam nowy zeszyt.
– A gdzie stary?
– Stary w robocie.
Pani na lekcji pyta dzieci co widziały po drodze idąc do szkoły?
Karolcia:
– Ludzi.
Bardzo dobrze – mówi pani.
Adaś:
– Samochody.
Bardzo dobrze – mówi pani.
– Jasiu, a ty co widziałeś?
Jasiu wstaje i mówi:
– Krzyż, drzewa, płoty…
– A co zrobiłeś przed krzyżem? – zapytała nauczycielka.
– Przeżegnałem się.
– A dlaczego przeżegnałeś się przed krzyżem, a nie przed drzewem? To drzewo i to drzewo.
Jaś chwile pomyślał i pyta nauczycielkę:
– Ma pani męża?
– Mam.
– To dlaczego całuje pani męża w usta, a nie w dupę. To ciało i to ciało.
– Tato, który pociąg ma największe opóźnienie? – pyta Jaś.
– Nie mam pojęcia.
– Ten, który w zeszłym roku obiecałeś mi na gwiazdkę…
Jasiu pyta nauczycielkę:
– Proszę panią, czy można ukarać kogoś za coś czego nie zrobił?
– Oczywiście że nie można, Jasiu.
– Więc ja zgłaszam, że nie zrobiłem pracy domowej…
W pewnej miejscowości ktoś kradł kowalowi jabłka. Ten ukrył się w sadzie i czekał na złodzieja. Gdy on wdrapywał się na drzewo, kowal jako chłop ze stali ścisnął złodziejaszka za jaja i rzekł:
– Kto ty?
Cisza… Ścisnął jeszcze mocniej i pyta:
– Kto ty!?
Cisza, więc ścisnął najmocniej jak tylko mógł i powiedział:
– Kto ty!?
– Jaśko!
– Jaki Jaśko? Bo jest Jaśko młynarz, Jaśko stolarz, Jaśko drwal…
– Jaśko niemowa…
Pani pyta Jasia:
– Odrobiłeś pracę domową?
– Tak, nawet przeczytałem całą lekturę i nauczyłem się do sprawdzianu!
Pani osłupiała krzyczy:
– Jasiu, Ty chyba żartujesz!
– Tak, ale to pani zaczęła.
Zaczęła się elementarna nauka Jasia. Ojciec posłał go do szkoły publicznej.
Po miesiącu nauczycielka wzywa ojca Jasia i mówi mu, że Jasio jest diabłem wcielonym, wszyscy się go boją, dziewczynki nie mogą spać po nocach po jego wybrykach i w związku z tym usuwa Jasia ze szkoły.
Ojciec więc zapisał Jasia do szkoły prywatnej. Po miesiącu nauczycielka wzywa ojca i historia się powtarza – opowieść o znerwicowanych kolegach i koleżankach, o połamanych meblach w szkole itp. Ojciec wymyślił, żeby Jasia zapisać do szkoły Jezuitów (Bóg to ostatnia deska ratunku dla Jasia).
Jak wymyślił, tak i zrobił. Po miesiącu wzywają Jezuici ojca Jasia na wywiadówkę.
Ojciec przygotowany na najgorsze… Przychodzi i słyszy, że dawno takiego porządnego ucznia jak Jasio nie mieli. Pomaga kolegom, zawsze jest przygotowany, uczy się pilnie itp.
Ojciec w szoku, że syn takiej przemiany doznał, postanowił Jasia zapytać, co ją spowodowało.
Jaś na to:
– Ojciec, bo tam jest tak: wchodzisz do szkoły, a tam na korytarzu człowiek na krzyżu, idziesz na stołówkę – wisi człowiek na krzyżu, u dyrektora człowiek na krzyżu. Ojciec… Tam się z ludźmi nie pie*dolą!
– Jasiu, jesteś moim najlepszym kolegą! Jak mogłeś nazwać mnie matołem i to przed całą klasą?
– Przepraszam, nie wiedziałem, że trzymasz to w tajemnicy.
– Jasiu, kogo częściej słuchasz, mamy czy taty? – pyta nauczycielka w szkole.
– Mamy.
– A dlaczego?
– Bo mama więcej mówi!
Pani w szkole pyta Jasia kim chce zostać w przyszłości.
Jasiu mówi:
– Proszę pani ja chce zostać menelem. Niech pani pomyśli zero ZUSU, podatków, NFZ się tobą nie interesuje.
Dwadzieścia lat później Jasiu spogląda z 8 piętra swojego hotelu w Dubaju na szereg nieruchomości i mówi.
– Kurna! Gdzie popełniłem błąd!?