– Baco, gdzieście się nauczyli…
– Baco, gdzieście się nauczyli tak drzewo rąbać?
– Na Saharze.
– E, baco, kłamiecie! Przecież Sahara to pustynia.
– No, teraz to już pustynia.
– Baco, gdzieście się nauczyli tak drzewo rąbać?
– Na Saharze.
– E, baco, kłamiecie! Przecież Sahara to pustynia.
– No, teraz to już pustynia.
Tatry. Mgła jak mleko. Przy szlaku siedzi baca z turystą. Ćmią fajeczkę i papierosa:
– Oj baco, baco…
– Łoj turysto, turysto…
– Oj lubicie wy owieczki, panie baco, lubicie…
– Łoj, łodwalcie się! Nie trza było leźć w góry w tym kozuchu, panie turysto…
Turysta wybrał się w góry. Po drodze zatrzymał się przy studni. Widniał na niej napis: STUDNIA BEZ DNA. Turysta wrzucił kamień i nasłuchuje… Nic. Wrzucił większy kamień… Nic. Wrzucił taki duży kamień, nasłuchuje… Nic. Nagle do studni wskoczyła koza. Zdziwił się wielce, ale ruszył dalej w góry. Wracając napotkał bacę przy studni. Baca pyta:
– Panocku nie widzieliście mojej kozy?
– Widziałem, wskoczyła do studni.
– Jak to wskoczyła, jak była do takiego duuużego kamienia uwiązana?!
Wychodzi baca przed chałupę, przeciąga się i woła:
– Jaki piękny dzionek!
A echo z przyzwyczajenia:
– …mać, mać, mać…!
– Baco, a co trzeba zrobić, jak się w górach spotka głodnego niedźwiedzia?
– Nic nie musita robić, on już syćko za wos zrobi…
– Baco, jak tam wasz nowy sołtys?
– Jeszcze żem go po trzeźwemu nie widzioł.
– Co tak pije?
– Nie on, jo…
Brzydka wczasowiczka wysiada z pociągu – juhas ma ją zaprowadzić na kwaterę – idą – nagle juhas wciąga wczasowiczkę w kosodrzewinę i wykorzystuje. Pani bardzo zadowolona pyta:
– Podobam się Tobie?
– Niespecjalnie, ale źle się chodzi po turnickach kiedy styrcy…
Baca kocha się w nocy z bacową. W pewnym momencie przydusił jej warkocz i bacowa krzyczy:
– Warkoc Jędruś, warkoc!
A Jędruś na to:
– Wrrrrr…
– Baco, macie takiego małego pieska i wieszacie na furtce napis: „Uwaga pies!”?
– A bo mi go już 3 razy zdeptali
Siedzi baca przed chatką. Przed bacą kloc drewna i kupka wiórków. Przechodzi turysta i pyta:
– Baco! Co tam strugacie?
– Ano, cółenko sobie strugom.
Turysta poszedł. Następnego dnia rano przechodzi tamtędy i widzi bacę. Baca siedzi przed klockiem drewna i go struga. Przed bacą górka wiórów. Turysta pyta:
– Baco! Co tam strugacie?
– Ano, stylisko do łopaty sobie strugom.
Następnego dnia: Baca siedzi przed chatką, w rękach trzyma drewienko, przed nim kupa wiórów. Ten sam turysta pyta:
– Baco! Co teraz strugacie?
– Jak nic nie spiepse, to wykałacke…